czwartek, 3 grudnia 2015

powierzchowność

Dzisiaj będzie bardzo kontrowersyjnie. Nie będzie owijania w bawełnę, nie będzie upiększania rzeczywistości. Będzie bardzo subiektywnie i będą to odczucia kilku gringosów, którzy mieli okazję mieszkać w Brazylii i poznać Brazylijczyków. Nie ma tu opinii innych Brazylijczyków i nie twierdzę, że 100% populacji brazylijskiej tacy są. Jedynie wszyscy, których spotkałam ja i moi znajomi.

Brazylijczycy są we wszystkim bardzo powierzchowni. Kult ciała, kult selfie (zawsze z szerokimi uśmiechami niezależnie od nastroju, zawsze w pozycji idealnie podkreślającej wdzięki i ukrywające usterki), kult chwalenia się swoim życiem. Związki, w których będąc z kimś mówisz jak bardzo ją/go kochasz i jak bardzo jest wyjątkowy, aby potem przespać się z kimś innym, albo otwarcie poprosić o otwarty związek, bo zobowiązanie się nie jest dla ciebie. Pogoń za rodziną i dziećmi, nieważne z kim, byleby mieć męża, który dobrze wychodzi na zdjęciach. Siedzenie w pracy po kilka godzin dziennie, wisząc na telefonie lub siedząc na spotkaniach, które ciągną się w nieskończoność, a które nic tak naprawdę nie wnoszą. Szkoły, które kładą większy nacisk na to, co widzą rodzice niż na faktyczną edukację. Ludzie, którzy obiecują spotkania, wydarzenia i wyjścia, ale nigdy nie piszą albo nawet nie przychodzą na umówione spotkania. 'Przyjaciele', którzy chcą spędzać z tobą czas tylko kiedy masz dobry humor i tylko kiedy nie mają innych, lepszych planów. Ludzie, którzy uśmiechają się do ciebie i są niesamowicie mili, żeby potem obgadać cię za twoimi plecami. Rodziny, które z miłości nie pozwalają ci spełniać twoich marzeń i próbują kontrolować twoje życie.

Tak, wiem, że to ostre słowa. Nie, nie uważam, że przesadzam.

środa, 25 listopada 2015

Życie po napadzie

Po ostatnim poście i wpisach na facebooku otrzymałam bardzo wiele wiadomości. Każdy pyta, jak to się stało, gdzie, co przepadło. Dziękuję za wsparcie. Ale większość reakcji mnie zaskoczyła i o tym dzisiaj.
Osoby, które znają miejsce, gdzie to się stało mówią albo 'A nie mówiłem?' lub 'No oczywiście, że to się tam stało, wiadomo, że tak niebezpiecznie, po co tam szłaś?'. Oczywiście, zgadzam się, że miejsce nie było najbezpieczniejsze, ale jaką mam alternatywę? Siedzieć cały dzień w domu?
Inni ludzie pytają, czy coś się już rozwiązało, czy odzyskałam którąś z rzeczy. Wtedy nie mogę opanować śmiechu. Wszyscy doskonale wiedzą, gdzie te rzeczy są lub były, bo są sprzedawane na tym samym targu, gdzie zostałam napadnięta. Policja również wie. I wszyscy wiedzą, że nawet jakbym podała im dokładny adres, pod którym znajduje się mój telefon to nadal nie zwrócono by mi go. Taka jest rzeczywistość w Brazylii. Policjanci nie przejmują się takimi drobnymi przestępstwami jak napad z bronią w ręku jeśli nie ma ofiar.
Reakcja moich uczniów była jednak najbardziej szokująca. Dla nich historie o napadach z bronią w ręku to codzienność. Nikt się nie przejmuje. W zamian za moją historię, opowiadają mi o napadach, które przydarzyły się ich rodzinom i znajomym. To są dzieciaki, młoda młodzież, a opowiadają mi o nich z uśmiechem na twarzy i ze wzruszeniem ramion. Mówię, że zawsze wychodząc z domu mają zapasowy telefon i dodatkowe pieniądze. Jeden uczeń powiedział mojej koleżance, że powinna uciec i zostawić mnie, wtedy przecież nic by jej nie ukradli.

Tacy młodzi ludzie, a mają już w sobie tyle cynizmu, zobojętnienia i braku wrażliwości. Cieszę się, że się wychowałam w Polsce i że wyjeżdżam z tego kraju. Naprawdę.

sobota, 14 listopada 2015

napad

Opuszczone fabryki, targ z używanymi telefonami, rzeką ściekami płynąca. A pośrodku terminal autobusów. Ludzie ubrani w najtańsze ubrania, a pomiędzy nimi bezdomni. Ludzie obserwujący każdy twój krok, mierzący wzrokiem wielkość twojego portfela, próbujący odgadnąć zawartość twojej torebki. Byłam tam kilkanaście razy i nigdy nic się nie stało. Aż do dzisiaj.
Pochłonięta rozmową i szukaniem drogi, zostałyśmy totalnie zaskoczone, kiedy dwoje mężczyzn rzuciło się na nas żądając naszych toreb. Kiedy poczułam, że ktoś ciągnie moją torbę, odruchowo próbowałam mu ją wyrwać, krzycząc w głos. Wtedy zobaczyłam nóż. Spojrzałam na koleżankę, która już pozbyła się swojej torby i przypomniały mi się ostrzeżenia, żeby oddawać wszystko bez dyskusji. Puściłam. Napastnicy uciekli. Ludzie siedzieli tak jak siedzieli, stracili zainteresowanie już w 5 sekund po ataku. W głowie pałętają się myśli, co było w torbie. Telefon, aparat, pieniądze. Karty do bankomatów. Klucze. Mózg przestawiony na tryb awaryjny. Jak dostać się do domu. Jak skontaktować się z szefem. Jak wejść do mieszkania. Niedowierzanie. Trzęsące się ciało i ścisk w żołądku. Ochroniarz. "Przepraszam, zostałyśmy zaatakowane, wszystko zostało skradzione". "Paszporty macie?", "Tak, na szczęście zostały w domu". W końcu pan dzwoni na policję. Przekonuje, żeby podjechali. Że wprawdzie cudzoziemki, ale mówią po portugalsku, a przynajmniej rozumieją. No chodźcie, paszporty im ukradli, to ważne. Podjeżdża radiowóz, w środku trzech policjantów, kilka pistoletów. Jedziemy po okolicy szukając napastników. Panowie wysadzają nas na terminalu i załatwiają z kierowcą, żeby wpuścił nas bez biletu. Przy pożegnaniu mówią, że mamy pójść tu i tam i złożyć raport.
Jestem w domu, cała i zdrowa. Przerażona. Gdybym mogła, już jutro byłabym w samolocie.

piątek, 6 listopada 2015

jesienna depresja?

Taki teraz dziwny czas. Bo zostało 6 tygodni w Brazylii. Nie cieszę się na wyjazd, a powrót do Europy napawa mnie lękiem. Nie czuję się panią własnego losu, a strach przed tym, co będzie nie pozwala mi spać. Bo pierwszy raz w życiu kieruję się sercem, a nie rozumem. Pierwszy raz w życiu robię coś w niezgodzie ze sobą. Zamiast jechać gdzieś, gdzie mam pewną pracę i mieszkanie, jadę do Pragi, gdzie mogę nie mieć pracy, gdzie będę mieszkała "na garnuszku' u chłopaka i gdzie frustracja może przewyższasz zachwyt i podziw. I choć będę miała to, o czym zawsze marzyłam, nawet jeśli te marzenia skrzętnie ukrywałam, nie potrafię się cieszyć, bo niepewność przytłacza i zagłusza wszystkie pozostałe uczucia.

Tak, dużo się we mnie zmieniło. Nie poznaję sama siebie. Nie wiem, czy się taką lubię.

wtorek, 3 listopada 2015

easy like Sunday morning NOT

Po weekendzie spędzonym w podróży, stwierdzam z przerażeniem jak mało elastyczna jestem, jak mało swobodna, jak mało easy going. Nie cieszą mnie już imprezy przepełnione ludźmi z muzyką, do której nie potrafię tańczyć. Nie umiem chodzić późno spać, a rano być pełna energii i radości. Nie chcę wydawać pieniędzy na coś, co mnie nie będzie cieszyć tylko po to, żeby spędzić czas z innymi ludźmi. Nie umiem się wyluzować, kiedy wszyscy na mnie patrzą, ja nie wiem, o co chodzi i nie rozumiem, co ludzie do mnie mówią. Nie potrafię totalnie zaufać drugiemu człowiekowi podczas planowania podróży, zawsze mój swój pomysł i kiedy nie jest on realizowany bardzo się denerwuję. Kiedy czegoś nie lubię, nie potrafię po prostu odpuścić, ale pokazuję swoje niezadowolenie, nieważne, czy chodzi o jedzenie, muzykę czy pomysł na wydanie kolejnej kwoty. Przeraża mnie to, bo nie poznaję siebie. I przeraża mnie to, bo oznacza to, że powinnam zacząć rozważać kwestię rezygnacji z couch surfingu i przestać nazywać sobie podróżniczką z krwi i kości.

poniedziałek, 19 października 2015

Rzeczy, które lubię w Brazylii/Recife

W związku z odwiedzinami mamy, a wcześniej Dave'a, coraz bardziej niecierpliwię się z przyjazdem do domu i coraz ciężej jest mi tu być i cieszyć się życiem. Dlatego myślę, że nadszedł czas na skupienie się na rzeczach, które lubię w Brazylii, albo w Recife:

1. Pogoda. Tu jest zawsze ciepło,  ale nie za ciepło. Nigdy nie ma potrzeby noszenia kurtki czy swetra, nie trzeba patrze na prognozy pogody i nigdy nie ma jesiennej depresji.
2. Ludzie. Są po prostu niesamowicie mili i pomocni. I cierpliwi. Uśmiechają się cały czas, rozmawiają w autobusie z nieznajomymi
3. Mój szef. Wiadomo, jest biznesmenem, więc musi też pilnować interesu i nie spełniać mojej każdej zachcianki, ale jest naprawdę spoko. Zabiera mnie czasem na kolacje, czy lunche, zawsze mogę na niego liczyć, kiedy coś mi nie działa w mieszkaniu, albo kiedy potrzebuję pomocy z czymkolwiek, zawsze ma dla mnie czas i ucho do wysłuchania.
4. Bliskość oceanu. To piękne móc obudzić się rano, ubrać się w strój i po prostu pójść na plażę poczytać książkę. Bieganie wieczorem też jest super. Bryza, szeroka promenada, i mnóstwo kiosków sprzedających napoje, w tym wodę kokosową, która jest idealnym izotonikiem. Do tego dużo ludzi uprawiających sport, więc do tego świetna motywacja.
5. Akceptacja własnego ciała. Na plaży wszyscy noszą bikini, większość ze stringami. Nikt nie przejmuje się cellulitem, tłuszczem czy obwisłą skórą. Na co dzień każdy nosi to, na co ma ochotę, obcisłe koszulki, króciutkie spodenki czy prześwitujące bluzki
6. Jedzenie. Brazylia to nie tylko świeże owoce. To również pyszna wołowina, fasola, tapioca, acai, caipirinha, ciasta, .... Dużo by wymieniać. Jedyny problem to to, że wszystko jest smażone, przesłodzone, przesolone, więc trzeba bardzo uważać na figurę.
7. Kolorowe ubrania. Od początku mojego pobytu kupiłam sobie ogromną ilość kolorowych sukienek, spódnic, spodenek, koszulek. Tu wszyscy noszą takie ubrania, bardzo rzadko widzi się osobę ubraną całą na czarno. Myślę. że to wpływa też na nastrój: jak się widzi szarobure ubrania wokół nie chce się uśmiechać, kolory przynoszą więcej życia i radości.

Na dzisiaj tyle, ale myślę, że za jakiś czasu pojawi się druga część tej listy.

czwartek, 8 października 2015

problemy w szkole i brazylijski sposób radzenia sobie z nim

W życiu każdego chyba nauczyciela zdarzają się niezadowoleni rodzice, nieporozumienia i inne wersje wydarzeń. Tak też zdarzyło się w moim. Pewnego razu zdenerwowałam się trochę za bardzo, zachowałam się nie do końca poprawnie, a mój uczeń zrozumiał to inaczej niż planowałam, co zaowocowało matką grożącą mi lub szkole pozwem i moim spotkaniem z koordynatorem akademickim i dyrektorką szkoły.
Powiedziałam jak było, przyznałam się do błędu, ale zaprzeczyłam wersji ucznia. Oni poszli zapytać pozostałych uczniów o wersję wydarzeń, która pokrywała się z moimi. Mieli kilka uwag, przede wszystkim różnice kulturowe zostały zauważone, ale nie chcieli zmiany nauczyciela. Po kolejnej rozmowy z mamą ucznia, ta zgodziła się przyjąć moją wersję wydarzeń i nawet nie chciała osobistych przeprosin, ale poprosiła o moją szczerą rozmowę z jej synem, abyśmy mogli sobie wyjaśnić wszystkie problemy (to jest mój najtrudniejszy uczeń i czuje, że się na niego uwzięłam - według mnie jest to zrozumiałe skoro tylko on utrudnia mi życie). Na koniec spotkania z moimi szefami dostałam pokrzepiające słowa, porady i ... przytulańca.
Nie zgadzam się z wieloma rzeczami i sposobem, w jakim Brazylijczycy radzą sobie z problemami, ale uważam, że ta sytuacja była przeprowadzona w sposób cudowny. I za tym będę na pewno tęsknić.

wtorek, 29 września 2015

aklimatyzacja

Musze przyznac szczerze, ze mam problemy z aklimatyzacja. Wiem,jestem tu juz 8 miesiecy, wiec ten etap powinien byc juz dawno za mna. Problem polega ma tym, ze choc poznalam ta kulture dobrze i przezylam juz ten pierwszy szok kulturowy, nadal nie potrafie sie tu odnalezc. Brakuje mi najprostszych rzeczy i nie potrafie sie przekonac do brazylisjkiego stylu zycia. Brakuje mi dyskotek, gdzie kazdy tanczy indywidualnie do amerykanskich hitow. Nie potrafie sie przelamac, zeby dobrze sie bawic przy sambie, forro czy ashe, bo wydaje mi sie, ze nie potrafie sie odpowiednio poruszac, a dotyk kogos obcego nadal mi przeszkadza. Brakuje mi wyjdc na kawe i ciacho. Nadal dziwnie sie czuje pijac piwo rano. Brakuje mi mezczyzn ustepujacych mi miejsca w autobusie, choc wiem, ze przeciez wcale go nie potrzebuje (choc autobusy to temat na osobny post, choc nie wiem, czy jestem w stanie to przedstawic, bo tego po prostu trzeba doswiadczyc). Brakuje mi rozmow 'o czyms' i brakuje mi konkretnych informacji.
Wiem, ze to ja jestem winna tego, ze nie potrafie sie tu zrelaksowac i brac wszystkiego 'jak leci', bez potrzeby kwestionowania tego. Ale walka trwa dalej.

piątek, 25 września 2015

brazylijskie problemy

Jak zapewne wiecie, Brazylia boryka sie. wieloma problemami. Najwazniejsze prawa obywatela, czyli prawo do edukacji, sluzby zdrowia i bezpieczenstwa, sa tu nieprzestrzegane. Tylko najbogatsni maja szanse wiesc normalne zycie,a i tak nie jest ciekawie. Szkoly panstwowe istnieja, ale klasy sa przepelnione, szkoly sa niedofinansowane, wiec warunki sa zatrwazajace, nie ma kilmatyzacji w klasie (uwierzcie mi, tu sie nie da bez niej), a dzieci pochodza z marginesow spolecznych, wiec do tego jest niebezpiecznie. Dlatego jesli chce sie do czegos w zyciu dojsc, trzeba isc do szkoly prywatnej. Ta kosztuje od tysiaca w gore, za miesiac, za jedno dziecko. Sluzba zdrowia jest porownywalna z nasza polska, wiec nie ma co sie rozpisywac, ale znowu, bez kasy ani rusz. Bezpieczenstwo, a wlasciwie jego brak to juz legenda. W rzeczywistosci chyba jest gorzej niz sie mowi. Bo nie tylko napady z bronia reku sa na porzadku dziennym. O czym sie nie mowi to to, ze jezeli nie masz nic przy sobie, to mozesz zostac zastrzelona ze zwyklej zlosci. Dlatego Brazylijczycy nosza ze soba dwa telefony i zawsze maja przy sobie pieniadze. Jazda autobusem to zajecie dla biednych, wszyscy, ktorych na to stac podrozuja samochodami, moi nastoletni uczniowie musza czekac na swoich rodzicow po kazdej lekcji. A ja nie jezdze autobusami po 21, choc najchetniej nie jezdzilabym juz po 18, kiedy jest ciemno.
I wiecie co? Brazylijczycy sa jednym z najszczesliwych krajow na swiecie. Wiedza, ze jest zle, ale mimo to usmiechaja sie, tancza na ulicach i sa mili. Mysle, ze tego podejsia powinnysmy sie od nich uczyc.

wtorek, 22 września 2015

ach te zwiazki

Ostatnio duzo mysle o zwiazkach. I tak sobie mysle, ze najczesciej slysze narzekania na facetow od dziewczyn bardzo specyficznych, trudnych i bezkompromisowych. Rzadko w tym narzekaniu przyznania sie do bledu, wziecia winy na siebie czy proby zrozumienia. 'Ja daje, wiec mi sie nalezy'. To niestety tak nie dziala. On tez daje, kazdego dnia. Kazdego dnia, kiedy urzadzasz mu karczemna awanture o glupote, bo 'chcesz emocji', on daje Ci zrozumienie. Kazdego dnia, kiedy jeczysz, ze on juz Cie napewno nie kocha, on daje Ci zapewnienia milosci, na ktore nie ma ochoty. Kazdego dnia, kiedy strzelasz focha, on daje Cinswoja cierpliwosc.
Pomysl o tym, kiedy nastepnym razem bedziesz narzekala na jego brak romantycznosci, sarkastyczne poczucie humoru czy nieposwiecanie Ci calej swojej uwagi.

sobota, 12 września 2015

na wzór rodziców

Jak to jest, że kopiujemy zachowania naszych rodziców,które nas tak bardzo w nich drażnią? Jak to jest, że dostajemy więcej cech od tego rodzica, który irytuje nas najbardziej? No i jak z tym walczyć?
Pozostawiam te pytania licząc, że ktoś mądry przyjdzie i odpowie. Bo ja próbuję walczyć, ale mi nie wychodzi i posyłam ciosy osobie, która na nie nie zasługuje. A to przecież nieładnie.

wtorek, 8 września 2015

dość!

Koniec narzekania! Koniec marudzenia! 
Czas wziąć się w garść i cieszyć się tym,co mam, a mam tak dużo!

wtorek, 1 września 2015

Lençóis Maranhenses

Sao Paolo jest wedlug mnie najbardziej europejskim miastem w Brazylii. Dlatego troszke szokiem byl dla mnie widok Sao Luis na polnocy Brazylii. Sao Luis to stolica jednego z naujbozszych regionow w Brazylii. I ta biede widac na kazdym kroku.
Do Sao Luis pojechalam nieprzygotowana. Znalam znazwe hostelu i adres, ale nie wiedzialam, jak tam dojechac. Wiedzialam, ze zeby dostac sie na Lencois musze dojechac do Barreinhas, ale nie wiedzialam, jak tego dokonac.
Na szczescie juz od samego poczatku przesladowalo mnie szczescie. W autobusie z lotniska poznalam pare z Sao Paolo, ktora jechala do tego samego hostelu. Oni pytali o droge i nawigowali mnie w miescie, wiec dojechalam bez problemu. I od razu w pokoju poznalam inna Brazylijke z Sao Paolo. Pogadalysmy sie i juz narodzila sie przyjazn. To ona powiedziala mi, ze powinnam jechac do innego miasta, bo tam ladniej i taniej i sa laguny. Ustalilysmy, ze od teraz bedziemy trzymac sie razem.
A zatem zarezerowala nam miejsce w vanie, ktory wyruszal o 2 w nocy. O drugiej podjechalo auto, ktore poprzewozilo nas po calym miescie zgarniajac jeszcze dwie inne osoby. W koncu dotarlismy do vana, ktory niestety nie byl niczym, czego sie spodziewalam. twarde fotele, ktore sie nie klada, brak amortyzacji i glosne towarzystwo totalnie uniemozliwilo tak potrzebny sen. Okolo 6 dojechalismy na parking, gdzie mielismy sie przesiasc na pick upy. To takie dosc spore auta, ktore maja za naczepie zamontowane fotele i dach. Okazuje sie, ze Santo Amaro jest po prostu posrodu pustyni i nie ma tak drog, wiec trzeba tam dojechac specjalnym autem z duzymi kolami. Ja poszlam do przodu, do srodka auta a ze mna zamiast Cynthii przyszedl jakis pan. Nie umialam zrozumiec, o czym panowie do mnie mowili i bylam tak zmeczona, ze mialam halucynacje. Co chwile mi sie wydawalo, ze zamiast korzenia jest przede mna pies, a zamiast drzewa - panie.
W koncu doejchalysmy na miejsce. Nie mialysmy zarezerwowanego hotelu, wiec musialasmy jechac od hotelou do hotelu i pytac o cene. W koncu znalazysmy dom z takimi jakby barakami, gdzie cena byla bardzo przyzwoita. I kiedy juz myslalam, ze sie nareszcie poloze okazalo sie, ze wlasciciel tego hotelu wyrusza wlasnie na calodniowa wycieczke po Lencois, wiec szybko sie przebralysmy i pojechalysmy koejnym pick-upem.
Coz moge powiedziec? To zdecydowanie najpiekniejsze miejsce, jakie w zyciu widzialam. Bialy piasek i niebieskie laguny. Ludzie, z ktorymi tam bylam mowili po angielsku, a jedna nawet po slasku! Kiedy w koncyu dostalam sie na gore auta, zeby moc robic milion zdjec, auto wjechalo w dziure i tak podskoczylam na siedzeniu, ze wyladowalam z ogromnym siniakiem na posladku. Kierowca zatrzymywal sie od czasu do czasu, zebysmy mogli poplywac, pochodzic i porobic zdjecia. Potem przerwa na lunch i znowu pustynia, zeby zobaczyc zachod slonca. Nastepnego dnia pojechalam znowu do Sao Luis, skad udalam sie do Fortalezy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sao Paulo

Sao Paulo nie nalezy do najpiekniejszych miast. Wielka betonowa dzungla z wysokimi wiezowcami. Wszystko jest drogie i przereklamowane.Mimo to, Sao Paulo skradlo moje serce. To chyba jedyne miesjce w Brazylii, gdzie ludzie pracuja naprawde ciezko, gdzie zostaja w pracy po godzinach i gdzie stresuja sie praca. Glowna ulica, Paulista, to miejsce w znacznej wiekszosci zabudowane drapacza chmur, z przeogromna iloscia luksuksowych centrow handlowych i drogich kafejek.Tam tetni zycie miasta. Niedaleko od tej ulicy znajduje sie najwiekszy park w Sao Paulo, gdzie tlumy wybieraja sie na weekendowe bieganie, pedalowanie czy spacery. W Sao Paulo znajduje sie ogromna ilosc muzeow, dla kazdego sie cos znajdzie.
Jest rowniez stare miasto, ktore jak wiekszosc starych miast w Brazylii jest zamieszkana przez bezdomnych przez co jest postrzegane jako niebezpieczna dzielnica. Ale rowniez bardzo ciekawa. Mozna tam znalezc zarowno katedre , koscioly i teatr, ktore zostaly zbudowane na wzor tych europejskich, ale rowniez pierwsze wiezowce. Tam tez mozna wjechac za darmo na najwyzsze pietro jednego z budynkow mieszkalnnych i podziwiac, jak bardzo to miasto przypomina betonowa dzungle.
Spotkalam tam rowniez swoich znajomych, szczegolnie dziewczyne, ktora goscilam w Katowicach 3 lata temu, zjadlam pyszne japonskie sushi, zmarzlam, spalam w hostelu, gdzie nikt nie mowil po angielsku i wydalam zdecydowanie za duzo pieniedzy.
Z zalem wiec wybieralam sie z powrotem na polnoc, gdzie czekala na mnie przygoda mojego zycia.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Kurytyba

Ogrod Botaniczny
Kurytyba zrobila na mnie najgorsze wrazenie. Mysle, ze przyczynily sie do tego tez moje oczekiwania. Kurytyba to miasto, do ktorego wyemigrowalo wielu Polakow. Dlatego spodziewalam sie, ze bede tam taka troche atrakcja turystyczna, ze wszyscy beda dla mnie serdeczni tylko i wylacznie z powodu mojej narodowosci. Kurytyba jest uwazana za miasto najbardziej europiejskie w Brazylii, z dobrym transportem publicznym i mnogoscia parkow. Po raz kolejny przekonalam sie, ze nie warto miec oczekiwania przed przyjazdem do miasta. Gdybym nie mieszkala w Brazylii i pojechala do Kurytyby prosto z Polski, nawet nie zauwazylabym, ze ludzie nie sa zbyt mili. I wlasnie to mialo duzy wplyw na moj odbior tego miasta. Pogoda tez bardzo sie do tego przyczynila, bo padalo caly czas i bylo zimno (mysle, ze pogoda tez wplywa na ludzi i dlatego sa tacy 'polscy' w swoim zachowaniu i tacy inni od ludzi z polnocy). Samo miasto rzeczywiscie ma wiele parkow, ale dla mnie nie bylo to nic niezwyklego (choc znowu pogoda mogla sie przyczynic i zwiedzanie wiosna byloby po prostu ciekawsze). Nawet zdjecia wyszly mi srednio i szaro, dokladnie tak jak zapamietalam to miasto.
Muzeum Oskara Niemeyera
Miejscem, ktore najbardziej mi sie podobalo bylo Muzeum Oscara Niemeyera. Sam budynek jest bardzo "jego", wyglada jak statek kosmiczny z wielkim okiem i bialymi scianami. W srodku byly ciekawe wystawy sztuki nowoczesnej.
W Kurytybie znajduje sie rowniez Muzuem Polskie, z najbrzydszym pomnikime Jana Pawla II-ego, jaki kiedykolwiek widzialam, i ze skansenem, ktory w sumie byl dosc dobrze zrobiony. Tam mozna bylo znalezc dom typowego Polaka, jego schowek i kosciol. Byl tez calu pokoj z religijnymi przedmiotami oraz inny ze zdjeciami papieza ze slawnymi ludzmi.
Morretes
Ostatniego dnia pojechalam do Morretes, malutkiego miasteczka z widokiem na gory i nad rzeka. Miasteczko bylo dosc ladne, ale dosc nudne. Bylo ladnie, ale historyczna czesc miasteczka byla tak mala, ze wystarczylo 10 minut, zeby je przejsc. Do tego bylo zimno i mokro.
Dlatego z radoscia wsiadalam do autobusu zmierzajacego w strone Sao Paulo.