czwartek, 8 października 2015

problemy w szkole i brazylijski sposób radzenia sobie z nim

W życiu każdego chyba nauczyciela zdarzają się niezadowoleni rodzice, nieporozumienia i inne wersje wydarzeń. Tak też zdarzyło się w moim. Pewnego razu zdenerwowałam się trochę za bardzo, zachowałam się nie do końca poprawnie, a mój uczeń zrozumiał to inaczej niż planowałam, co zaowocowało matką grożącą mi lub szkole pozwem i moim spotkaniem z koordynatorem akademickim i dyrektorką szkoły.
Powiedziałam jak było, przyznałam się do błędu, ale zaprzeczyłam wersji ucznia. Oni poszli zapytać pozostałych uczniów o wersję wydarzeń, która pokrywała się z moimi. Mieli kilka uwag, przede wszystkim różnice kulturowe zostały zauważone, ale nie chcieli zmiany nauczyciela. Po kolejnej rozmowy z mamą ucznia, ta zgodziła się przyjąć moją wersję wydarzeń i nawet nie chciała osobistych przeprosin, ale poprosiła o moją szczerą rozmowę z jej synem, abyśmy mogli sobie wyjaśnić wszystkie problemy (to jest mój najtrudniejszy uczeń i czuje, że się na niego uwzięłam - według mnie jest to zrozumiałe skoro tylko on utrudnia mi życie). Na koniec spotkania z moimi szefami dostałam pokrzepiające słowa, porady i ... przytulańca.
Nie zgadzam się z wieloma rzeczami i sposobem, w jakim Brazylijczycy radzą sobie z problemami, ale uważam, że ta sytuacja była przeprowadzona w sposób cudowny. I za tym będę na pewno tęsknić.

wtorek, 29 września 2015

aklimatyzacja

Musze przyznac szczerze, ze mam problemy z aklimatyzacja. Wiem,jestem tu juz 8 miesiecy, wiec ten etap powinien byc juz dawno za mna. Problem polega ma tym, ze choc poznalam ta kulture dobrze i przezylam juz ten pierwszy szok kulturowy, nadal nie potrafie sie tu odnalezc. Brakuje mi najprostszych rzeczy i nie potrafie sie przekonac do brazylisjkiego stylu zycia. Brakuje mi dyskotek, gdzie kazdy tanczy indywidualnie do amerykanskich hitow. Nie potrafie sie przelamac, zeby dobrze sie bawic przy sambie, forro czy ashe, bo wydaje mi sie, ze nie potrafie sie odpowiednio poruszac, a dotyk kogos obcego nadal mi przeszkadza. Brakuje mi wyjdc na kawe i ciacho. Nadal dziwnie sie czuje pijac piwo rano. Brakuje mi mezczyzn ustepujacych mi miejsca w autobusie, choc wiem, ze przeciez wcale go nie potrzebuje (choc autobusy to temat na osobny post, choc nie wiem, czy jestem w stanie to przedstawic, bo tego po prostu trzeba doswiadczyc). Brakuje mi rozmow 'o czyms' i brakuje mi konkretnych informacji.
Wiem, ze to ja jestem winna tego, ze nie potrafie sie tu zrelaksowac i brac wszystkiego 'jak leci', bez potrzeby kwestionowania tego. Ale walka trwa dalej.

piątek, 25 września 2015

brazylijskie problemy

Jak zapewne wiecie, Brazylia boryka sie. wieloma problemami. Najwazniejsze prawa obywatela, czyli prawo do edukacji, sluzby zdrowia i bezpieczenstwa, sa tu nieprzestrzegane. Tylko najbogatsni maja szanse wiesc normalne zycie,a i tak nie jest ciekawie. Szkoly panstwowe istnieja, ale klasy sa przepelnione, szkoly sa niedofinansowane, wiec warunki sa zatrwazajace, nie ma kilmatyzacji w klasie (uwierzcie mi, tu sie nie da bez niej), a dzieci pochodza z marginesow spolecznych, wiec do tego jest niebezpiecznie. Dlatego jesli chce sie do czegos w zyciu dojsc, trzeba isc do szkoly prywatnej. Ta kosztuje od tysiaca w gore, za miesiac, za jedno dziecko. Sluzba zdrowia jest porownywalna z nasza polska, wiec nie ma co sie rozpisywac, ale znowu, bez kasy ani rusz. Bezpieczenstwo, a wlasciwie jego brak to juz legenda. W rzeczywistosci chyba jest gorzej niz sie mowi. Bo nie tylko napady z bronia reku sa na porzadku dziennym. O czym sie nie mowi to to, ze jezeli nie masz nic przy sobie, to mozesz zostac zastrzelona ze zwyklej zlosci. Dlatego Brazylijczycy nosza ze soba dwa telefony i zawsze maja przy sobie pieniadze. Jazda autobusem to zajecie dla biednych, wszyscy, ktorych na to stac podrozuja samochodami, moi nastoletni uczniowie musza czekac na swoich rodzicow po kazdej lekcji. A ja nie jezdze autobusami po 21, choc najchetniej nie jezdzilabym juz po 18, kiedy jest ciemno.
I wiecie co? Brazylijczycy sa jednym z najszczesliwych krajow na swiecie. Wiedza, ze jest zle, ale mimo to usmiechaja sie, tancza na ulicach i sa mili. Mysle, ze tego podejsia powinnysmy sie od nich uczyc.

wtorek, 22 września 2015

ach te zwiazki

Ostatnio duzo mysle o zwiazkach. I tak sobie mysle, ze najczesciej slysze narzekania na facetow od dziewczyn bardzo specyficznych, trudnych i bezkompromisowych. Rzadko w tym narzekaniu przyznania sie do bledu, wziecia winy na siebie czy proby zrozumienia. 'Ja daje, wiec mi sie nalezy'. To niestety tak nie dziala. On tez daje, kazdego dnia. Kazdego dnia, kiedy urzadzasz mu karczemna awanture o glupote, bo 'chcesz emocji', on daje Ci zrozumienie. Kazdego dnia, kiedy jeczysz, ze on juz Cie napewno nie kocha, on daje Ci zapewnienia milosci, na ktore nie ma ochoty. Kazdego dnia, kiedy strzelasz focha, on daje Cinswoja cierpliwosc.
Pomysl o tym, kiedy nastepnym razem bedziesz narzekala na jego brak romantycznosci, sarkastyczne poczucie humoru czy nieposwiecanie Ci calej swojej uwagi.

sobota, 12 września 2015

na wzór rodziców

Jak to jest, że kopiujemy zachowania naszych rodziców,które nas tak bardzo w nich drażnią? Jak to jest, że dostajemy więcej cech od tego rodzica, który irytuje nas najbardziej? No i jak z tym walczyć?
Pozostawiam te pytania licząc, że ktoś mądry przyjdzie i odpowie. Bo ja próbuję walczyć, ale mi nie wychodzi i posyłam ciosy osobie, która na nie nie zasługuje. A to przecież nieładnie.

wtorek, 8 września 2015

dość!

Koniec narzekania! Koniec marudzenia! 
Czas wziąć się w garść i cieszyć się tym,co mam, a mam tak dużo!

wtorek, 1 września 2015

Lençóis Maranhenses

Sao Paolo jest wedlug mnie najbardziej europejskim miastem w Brazylii. Dlatego troszke szokiem byl dla mnie widok Sao Luis na polnocy Brazylii. Sao Luis to stolica jednego z naujbozszych regionow w Brazylii. I ta biede widac na kazdym kroku.
Do Sao Luis pojechalam nieprzygotowana. Znalam znazwe hostelu i adres, ale nie wiedzialam, jak tam dojechac. Wiedzialam, ze zeby dostac sie na Lencois musze dojechac do Barreinhas, ale nie wiedzialam, jak tego dokonac.
Na szczescie juz od samego poczatku przesladowalo mnie szczescie. W autobusie z lotniska poznalam pare z Sao Paolo, ktora jechala do tego samego hostelu. Oni pytali o droge i nawigowali mnie w miescie, wiec dojechalam bez problemu. I od razu w pokoju poznalam inna Brazylijke z Sao Paolo. Pogadalysmy sie i juz narodzila sie przyjazn. To ona powiedziala mi, ze powinnam jechac do innego miasta, bo tam ladniej i taniej i sa laguny. Ustalilysmy, ze od teraz bedziemy trzymac sie razem.
A zatem zarezerowala nam miejsce w vanie, ktory wyruszal o 2 w nocy. O drugiej podjechalo auto, ktore poprzewozilo nas po calym miescie zgarniajac jeszcze dwie inne osoby. W koncu dotarlismy do vana, ktory niestety nie byl niczym, czego sie spodziewalam. twarde fotele, ktore sie nie klada, brak amortyzacji i glosne towarzystwo totalnie uniemozliwilo tak potrzebny sen. Okolo 6 dojechalismy na parking, gdzie mielismy sie przesiasc na pick upy. To takie dosc spore auta, ktore maja za naczepie zamontowane fotele i dach. Okazuje sie, ze Santo Amaro jest po prostu posrodu pustyni i nie ma tak drog, wiec trzeba tam dojechac specjalnym autem z duzymi kolami. Ja poszlam do przodu, do srodka auta a ze mna zamiast Cynthii przyszedl jakis pan. Nie umialam zrozumiec, o czym panowie do mnie mowili i bylam tak zmeczona, ze mialam halucynacje. Co chwile mi sie wydawalo, ze zamiast korzenia jest przede mna pies, a zamiast drzewa - panie.
W koncu doejchalysmy na miejsce. Nie mialysmy zarezerwowanego hotelu, wiec musialasmy jechac od hotelou do hotelu i pytac o cene. W koncu znalazysmy dom z takimi jakby barakami, gdzie cena byla bardzo przyzwoita. I kiedy juz myslalam, ze sie nareszcie poloze okazalo sie, ze wlasciciel tego hotelu wyrusza wlasnie na calodniowa wycieczke po Lencois, wiec szybko sie przebralysmy i pojechalysmy koejnym pick-upem.
Coz moge powiedziec? To zdecydowanie najpiekniejsze miejsce, jakie w zyciu widzialam. Bialy piasek i niebieskie laguny. Ludzie, z ktorymi tam bylam mowili po angielsku, a jedna nawet po slasku! Kiedy w koncyu dostalam sie na gore auta, zeby moc robic milion zdjec, auto wjechalo w dziure i tak podskoczylam na siedzeniu, ze wyladowalam z ogromnym siniakiem na posladku. Kierowca zatrzymywal sie od czasu do czasu, zebysmy mogli poplywac, pochodzic i porobic zdjecia. Potem przerwa na lunch i znowu pustynia, zeby zobaczyc zachod slonca. Nastepnego dnia pojechalam znowu do Sao Luis, skad udalam sie do Fortalezy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sao Paulo

Sao Paulo nie nalezy do najpiekniejszych miast. Wielka betonowa dzungla z wysokimi wiezowcami. Wszystko jest drogie i przereklamowane.Mimo to, Sao Paulo skradlo moje serce. To chyba jedyne miesjce w Brazylii, gdzie ludzie pracuja naprawde ciezko, gdzie zostaja w pracy po godzinach i gdzie stresuja sie praca. Glowna ulica, Paulista, to miejsce w znacznej wiekszosci zabudowane drapacza chmur, z przeogromna iloscia luksuksowych centrow handlowych i drogich kafejek.Tam tetni zycie miasta. Niedaleko od tej ulicy znajduje sie najwiekszy park w Sao Paulo, gdzie tlumy wybieraja sie na weekendowe bieganie, pedalowanie czy spacery. W Sao Paulo znajduje sie ogromna ilosc muzeow, dla kazdego sie cos znajdzie.
Jest rowniez stare miasto, ktore jak wiekszosc starych miast w Brazylii jest zamieszkana przez bezdomnych przez co jest postrzegane jako niebezpieczna dzielnica. Ale rowniez bardzo ciekawa. Mozna tam znalezc zarowno katedre , koscioly i teatr, ktore zostaly zbudowane na wzor tych europejskich, ale rowniez pierwsze wiezowce. Tam tez mozna wjechac za darmo na najwyzsze pietro jednego z budynkow mieszkalnnych i podziwiac, jak bardzo to miasto przypomina betonowa dzungle.
Spotkalam tam rowniez swoich znajomych, szczegolnie dziewczyne, ktora goscilam w Katowicach 3 lata temu, zjadlam pyszne japonskie sushi, zmarzlam, spalam w hostelu, gdzie nikt nie mowil po angielsku i wydalam zdecydowanie za duzo pieniedzy.
Z zalem wiec wybieralam sie z powrotem na polnoc, gdzie czekala na mnie przygoda mojego zycia.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Kurytyba

Ogrod Botaniczny
Kurytyba zrobila na mnie najgorsze wrazenie. Mysle, ze przyczynily sie do tego tez moje oczekiwania. Kurytyba to miasto, do ktorego wyemigrowalo wielu Polakow. Dlatego spodziewalam sie, ze bede tam taka troche atrakcja turystyczna, ze wszyscy beda dla mnie serdeczni tylko i wylacznie z powodu mojej narodowosci. Kurytyba jest uwazana za miasto najbardziej europiejskie w Brazylii, z dobrym transportem publicznym i mnogoscia parkow. Po raz kolejny przekonalam sie, ze nie warto miec oczekiwania przed przyjazdem do miasta. Gdybym nie mieszkala w Brazylii i pojechala do Kurytyby prosto z Polski, nawet nie zauwazylabym, ze ludzie nie sa zbyt mili. I wlasnie to mialo duzy wplyw na moj odbior tego miasta. Pogoda tez bardzo sie do tego przyczynila, bo padalo caly czas i bylo zimno (mysle, ze pogoda tez wplywa na ludzi i dlatego sa tacy 'polscy' w swoim zachowaniu i tacy inni od ludzi z polnocy). Samo miasto rzeczywiscie ma wiele parkow, ale dla mnie nie bylo to nic niezwyklego (choc znowu pogoda mogla sie przyczynic i zwiedzanie wiosna byloby po prostu ciekawsze). Nawet zdjecia wyszly mi srednio i szaro, dokladnie tak jak zapamietalam to miasto.
Muzeum Oskara Niemeyera
Miejscem, ktore najbardziej mi sie podobalo bylo Muzeum Oscara Niemeyera. Sam budynek jest bardzo "jego", wyglada jak statek kosmiczny z wielkim okiem i bialymi scianami. W srodku byly ciekawe wystawy sztuki nowoczesnej.
W Kurytybie znajduje sie rowniez Muzuem Polskie, z najbrzydszym pomnikime Jana Pawla II-ego, jaki kiedykolwiek widzialam, i ze skansenem, ktory w sumie byl dosc dobrze zrobiony. Tam mozna bylo znalezc dom typowego Polaka, jego schowek i kosciol. Byl tez calu pokoj z religijnymi przedmiotami oraz inny ze zdjeciami papieza ze slawnymi ludzmi.
Morretes
Ostatniego dnia pojechalam do Morretes, malutkiego miasteczka z widokiem na gory i nad rzeka. Miasteczko bylo dosc ladne, ale dosc nudne. Bylo ladnie, ale historyczna czesc miasteczka byla tak mala, ze wystarczylo 10 minut, zeby je przejsc. Do tego bylo zimno i mokro.
Dlatego z radoscia wsiadalam do autobusu zmierzajacego w strone Sao Paulo.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rio

Laptop nadal nie dziala, choc juz jest lepiej, teraz brakuje mi tylko spacji, v, r i n, wiec pisze z komputera w pracy, wybaczcie brak polskich znakow.
schody pomiedzy Lapa a Santa Teresa

O Rio moznaby pisac godzinami. I niewiele mozna powiedziec, czego juz sie nie wie. W Rio poraza ilosc fawel oraz gorek. Mnie porazily tez ceny. Po 60zl za wjazd na Chrystusa i Gore Cukrowa troszke mnie zbilo z tropu. Rio to nie tylko fawele, ale tez plaze, jak np. Ipanema czy Copacabana, ale tez wiele innych (np. Praia Vermelho tuz przy Gorze Cukrowej). Do tego mamy Stare Miasto, ktore mnie rozczarowalo jako ze mialo tylko kilka interesujacych budynkow (ktore zostaly zbudowane na wzor Luwru i Operu w Paryzu). Jest tez Lapa z pieknymi budynkami, ktore wieczorem zamieniaja sie w bary i wypelniaja sie ludzmi. Tuz prz Lapie jest Santa Teresa, polozona ponad miastem, miejsce, w ktorym mozna znalezc wielu artystow (ale nijak sie to ma to atmosfery Monrtmarte). Oaza spokoju jest Ogrod Botaniczny wypelniony roznymi egoztycznymi roslinami, ze szklarniami z kaktusami i orchideami na czele. Tam tez mozna spotkac malpki. Ja mialam niewatpliwe szczescie byc w Rio, kiedy byla tam wystawa Picasso w Centrum Kulturalnym Banku Brazylii, bardzo dobra i ciekawa wystawa, a do tego kompletnie za darmo (choc swoje w kolejce trzeba bylo wystac).
Ogrod Botaniczy
Wielu turystow wybiera sie na wycieczke do faweli, nawet sa biura podrozy, ktore sie tym zajmuja. Ja dlugo bilam sie z myslami, czy to zrobic czy nie. Z jednej strony wiem, ze to ciekawe i niezwykle, ale z drugiej nie czulabym sie w porzadku odwiedzajac czyjes domy tylko po to, zeby mi wspolczuc. To troche tak jakby do mojego domu przyjechala banda milionerow i wspolczula mi i mojej rodziny, ze mamy tylko to, ze ogrodek maly i jakos tych pokoi malawo i w ogole co to za wanna. A na koniec zostawiliby nam jakies jedzenie. Co myslicie, przesadzam?
Jako ze planowalam zostac w Rio tylko tydzien, musialam zmienic hosta i przenioslam sie do Niteroi, malego miasteczka po drugiej strony zatoki. Byla to bardzo dobra decyzja, bo miasteczko okazalo sie dosc ciekawe z budynkami Oscara Niemeyera, plaza z widokiem na Rio i Gore Cukrowa, a takze moja host okazala sie bardzo interesujaca osoba. Pelna energii, optymizmu i planow na zycie, rok po wygraniu walki z rakiem, nauczyla mnie bycia bardziej otwarta na ludzi i to, co zycie przynosi nam kazdego dnia.
Jedyne, czego mi w Rio zabraklo to ludzi. Oczywiscie, byla Munah, ale poza tym nie poznalam nikogo wartego wspomnienia. Spodziewalam sie, ze kazdego dnia poznam nowych ludzi, ale jakos sie to nie stalo. Tam mialam okazje naprawde wsluchac sie w siebie i w to, czego w zyciu chce. Z zalem wyjezdzalam po 12 dniach, myslac o pierogach i tych wszystkich Polakach w Kurytybie.

niedziela, 5 lipca 2015

Belo Horizonte

Troszke spozniona, ale dopiero teraz udalo mi sie dorwac laptop.
Belo Horizonte bylo niejscem, do ktorego nie planowalam pojechac podczas pierwszych zamyslow. Dodalam je do trasy tylko dlatego, ze potrzebowalam posrednika pomiedzy Salwadorem a Rio (oczywiscie zapomnialam sprawdzic, ze pomiedzy Salwadorem a BH jest 1400km, czyli i tak musialam leciec, wiec moglam rownie dobrze je ominac). Cale szczescie o fakcie, ze dystans jest tak wielki dowiedzialam sie juz po przyjezdze do Salwdorze, bo inaczej ominelabym to miasto i stracilabym naprawde wiele.
Ouro Preto
Samo miaste nie jest turystyczne. Jest bardzo europiejskie, bardzo zielone, autobusy sa dobrze zorganizowane, nowoczesne, zrozumiale. Czulam sie tam momentami naprawde bezpiecznie i nie musialam prosic ludzi o pomoc w autobusie. Lotnisko tez zrobilo na mnie wrazenie, mysle, ze zostalo zbudowane na Mistrzostwa i zrobiono to nowoczesnie. Zaskoczyla mnie ilosc parkow i drzew, naprawde mozna tam bylo wypoczac, choc przeciez nie ma dostepu do oceanu.
Ale to, co mi najbardziej przypadlo do gustu do Ouro Preto, malenskie miasteczko gornicze z kolonialnymi budynkami. Strome brukowane uliczki, kolorowe budynki i mnostwo kosciolow dodaja duzo uroku.

Innym ciekawym miejscem bylo Inhotim, ogromne otwarte muzeum. To tak naprawde park z
kajedoskop w Inhotim
wieloma galeriami, w ktorych znajduje sie sztuka nowoczesna.
Moim ulubionym pokojem byl pokoj z hamakami, gdzie na scianie pokazywane byly slajdy z Jimi Hendriksem wykonane przy pomocy zdjec i ... kokainy, a z glosnikow wydobywala sie jego muzyka. Piekne miejsce, ciche, spokojne i bardzo inspirujace.
 
Juz blizej BH znajduje sie Pampulha z kosciolem najslynniejszego architekta Brazylii, Oscara Niemeyera. A takze jezioro z trasami rowerowymi i mnostwem zieleni. Kolejna oaza spokoju.

Mieszkalam tam w duzym mieszkaniu zamieszkalym przez 4 ludzi. Kazdy z nich ma odpowiedzialna prace: dla rzadu, banku czy wlasnego ojca, ktory prowadzi swoje restauracje. Ja mialam okazje poznac ich w sobote podczas imprezy przez nich organizowanej. Wszyscy pili ile popadnie, calowali kogo popadnie (czasem po kilka osob jednego wieczoru). Impreza skonczyla sie o polnocy, przeniesli sie do knajpy, a nastepnie do domu, gdzie przesiadywali w kuchni do 5 rano, a obudzili sie o 8 probujac sobie przypomniec, co sie dzialo noc wczesniej i kto calowal kogo.
chlopaki graja na balkonie po calonocnej imprezie
Ja nie bawilam sie tak dobrze, bo wszyscy mowili tylko po portugalsku, a zespol gral hity muzyki brazylijskiej, ktorych ja niestety nie znam i nie moglam spiewac z innymi. Bylam strasznie nieszczesliwa rano, bo naprawde potrzebowalam snu, ale jako ze ta wycieczka miala byc proba przelamania sie i robienia rzeczy, ktorych nie robie na codzien, nie zaluje niczego.

piątek, 26 czerwca 2015

Salvador

Jestem dopiero na poczatku swojej podrozy i dopiero zwiedzilam moje pierwsze miasto, ale mam czas, wiec cos napisze na swiezo o Salwadorze. Nie wiem, czy pozostale miejsca tez uda mi sie na biezaco opisac, ale sprobuje.
Salwador to bardzo ciekawe miejsce. Co rzuca sie na pierwszy rzut oka to jego pietrowatosc. Budynki zawsze pietrza nad Toba, a jako ze to w wiekszosc fawele, to sa zniszczone i nalozone na sobie wbrew wszelkim zasadom bezpieczenstwa. Kurcze, pieknie to wyglada. Bo wokoj jest sporo zieleni.
Stare Miasto, Pelourinho, zrobilo na mnie ogromne wrazenie. Ja taka sroka jestem, kreca mnie kolory, a tu domek na domki w roznych odcieniach i barwach, do wyboru do koloru, doslownie. Ulice brukowane, pod gorke, z gorki, i mnostwo kosciolow. Na kazdym rogu, na kazdej ulicy policjanci z pistoletami i karabinami pilnuja porzadku. Ale mimo to czulam sie niekomfortowo.
Sa tez plaze, ale nie korzystam, bo za zimno. Wokol jest mnostwo pieknych plaz zreszta, mozna doplynac statkiem albo pojechac autobusem (czesc pieknnych plaz jest na wyspach), ale cena zbila mnie totalnie z tropu i nie pojechalam.
Niestety, nie pojechalam na Chapade Diamantine. Wole sie bardziej zorganizowac, na wiecej dni, i z towarzystwem. Mysle, ze to idealna wycieczka dla mojej mamy, wiec wroce do Salwadoru w pazdzierniku.
Mam tylko nadzieje, ze nie bede musiala czekac na autobus po dwie godziny jak dzisiaj az w koncu wziac taksowke. Nie wiem, czy to ja zawinilam czy co, ale nie udalo mi sie wrocic do domu autobusem, choc czekalam dwie godziny, az zostalam prawie sama na przystanku i sie przestraszylam.
Takze Mamo, szykuj sie.

niedziela, 21 czerwca 2015

'Skończ pierdolić...'

Dość narzekania, czas na życie!
Nie wierzę w to, co się ze mną stało! Pół roku temu cieszyłam się nieprawdopodobnie z powodu wyjazdu do Brazylii. Teraz ciągle narzekam, krytykuję i widzę same negatywy.
Zawsze powtarzałam, że spełnienie marzeń jest w naszych rękach,trzeba się tylko postarać. Teraz jestem zbyt leniwa, żeby przygotować się do egzaminu potwierdzającego moją znajomość angielskiego.
Uczenie było dla mnie źródłem radości. Teraz olewam lekcje, przygotowuję je 'na kolanie' i odliczam dni do urlopu.
Kiedyś wychodziłam z domu jak tylko mogłam, teraz rzadko opuszczam pokój.

Czas na zmiany! Czas na powrót do siebie sprzed lat! Czas na działanie!
A motywację niech będzie ten tekst: http://ucieczkadoraju.pl/skoncz-pierdolic-i-wez-sie-kurwa-ogarnij/

czwartek, 18 czerwca 2015

niezaspokojony apetyt

Kiedy w styczniu 2014 dostałam pracę w Moskwie, byłam niesamowicie szczęśliwa. Moskwa nie była spełnieniem moich marzeń, ale traktowałam to jako krok na drodze do osiągnięcia tego, czego chcę, zdobycie doświadczenia i niepowtarzalne doświadczenie. Po około trzech miesiącach już chciałam wyjeżdżać. Miesiące mi się dłużyły i jedyne, co miałam w głowie to ciepły, latynoski kraj.

Kiedy dostałam pracę w Brazylii, byłam niesamowicie szczęśliwa. Zawsze chciałam spróbować życia w Południowej Ameryce, mieszkać blisko oceanu i w ciepłym klimacie. Po około trzech miesiącach zaczęłam narzekać i zastanawiać się, gdzie wolałabym być.

Dzisiaj mój chłopak i przyjaciółka starają się o pracę we Włoszech i Hiszpanii, a mnie z zazdrości skręca. Ale dzisiaj w końcu zrozumiałam, że tu nie chodzi o to, w jakim kraju mieszkam, w jakiej szkole pracuję czy ile zarabiam. Ja po prostu już zawsze będę niezadowolona, zawsze będę chciała być gdzie indziej, the grass will always be greener. Niby wydaje się to normalne i nieszkodliwe, ale niestety sprawia to, że nie potrafię się cieszyć tym, co mam i co udało mi się osiągnąć.

Tylko jak się z tego otrząsnąć?

czwartek, 4 czerwca 2015

wielka wyprawa

Za równo trzy tygodnie wyruszam na swoją wielką wyprawę po Brazylii. Kiedy opowiadam o tym ludziom, ci wyobrażają mnie sobie przedzierającą się przez dżunglą z maczugą w ręku, płynącą statkiem po rzece zajadającą się piraniami. Wtedy przychodzi moment rozczarowania, bo nie planuję żadnej z tych rzeczy. Robię objazdówkę po miastach, liczę na poruszające serce i umysł spotkania, długie spacery, mnóstwo zdjęć, kupę śmiechu i relaksu. Jestem w równych ilościach podekscytowana jak i zestresowana. Boję się tego jak bardzo niebezpieczne te miasta okażą się być, boję się zgubić i nie potrafić znaleźć drogi powrotnej, boję się, że zabraknie mi pieniędzy, boję się bycia samą w wielkim mieście i boję się sama podróżować po Dolinie Diamantina, Morro de Sao Paolo czy Górze Cukrowej. Boję się, że się nie wyrobię z czasem, że wszystko zajmie mi więcej czasu niż planowałam. Ale wszystkie te obawy nie są w stanie mnie powstrzymać, dzisiaj rezerwuję bilety i już nic mnie nie zatrzyma!